• Wpisów: 315
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 21 dni temu, 14:28
  • Licznik odwiedzin: 9 031 / 1560 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
niniel
 
mysli(wi)
usta-ją
sz(p)e(p)ca da-lek(k)o
(po)ranne
zwierze(nie)

kroki zawsze pierwsze
nie gotowe na dzień
 

niniel
 
dawno nie pisałam. mam dzis pierwszy z wielu ostatnich wieczorow. duzo mysli. jeszcze wiecej ksiazek do przeczytania. sporo rzeczy do zrobienia. a jednak siedze przy biurku z czarna polsierota na kolanach. i zastanawiam sie zamiast robic cos z tych wielu rzeczy, jakie powinnam robic. i co? i lupie to nawet.
 

niniel
 
mam ochotę dzielić się z Tobą
my
 śla(da)mi
palców na zaparowanej szybie
autobusu
kiedy wracam

do domu
 

niniel
 
trudno jest byc zdecydowanym w kierowaniu swoim zyciem i tworzeniu w nim załozonej jakości. nie jest to łatwe nie o tyle, że wymaga to pracy i działania, ale o tyle, że wymaga powstrzymywania się w kwestiach, kiedy z piersi niemal serce się wyrywa i rozdziawia paszcze, ze chce, a ja trzymamje w ramionach jak kota, kiedy wyrywa się do gołębi po drugiej stronie ruchliwej ulicy. przecież nie tego chcesz, głupku - mówię więc do kota, ale rozumiem go i szkoda mi trochę, bo wiem, że się wkurza, że jestem silniejsza od niego.
czasem pojawia się też pytanie czego naprawdę może taki kot chcieć. wygodnej kanapy i puszki drobiowej, czy gołębi? zakładając oczywiście, że nie pamięta, jak go ostatnio podziobały.

chcę zrobić wystawę. wspólną moją i aski. ciekawe co z tego będzie. pewnie mieszanka zażenowania z chęcią wycofania, ale lepiej gołąb nakręcany na korbkę, niż żywy wróbel po drugiej stronie ulicy.
 

niniel
 
mój dzisiejszy sen mnie powalił.
byłam z siostrą na zakupach w jakimś małym markecie. chciałam sobie zrobić sałatkę owocową, ale nie mogłam znaleźć brzoskwiń. jak już znalazłam to nie mogłam kupić, bo nikt nie wiedział ile kosztują. postanowiłam w końcu, że zrobię bez nich i chciałam iść do domu, ale anka nie chciała i tam została szukać jabłka.
pamiętm też, że rozmawiałam z marcinem z pracy z kuchni, żeby nie brali naszych towarów tylko swoje, a on powiedział, że mam go kryć i że musi to robić.
później wracając z dworca kolejowego poznałam jakiegoś chłopaka, bruneta, którego poprosiłam o odprowadzenie mnie do domu. póżniej znalazłam się w domu jakiegoś blondyna z loczkami i chciałąm wyjść, ale nie wiedziałam gdzie jestem, więc poprosiłam, żeby zaprowadził mnie do domu. na klatce schodowej, bo to było mieszkanie w bloku, czekałam na niego, a wokół mnie pojawiały się dziwne, upiorne istoty. było ich trzy. mężczyzna w płaszczu i kapeluszu, jeden mężczyzn w potarganych włosach, jedynie w brązowych materiałuwych spodniach i trzeci postać bardzo podobna właśnie do drugiej, ale ze związanymi do tyłu włosami. wszyscy patrzyli na mnie groźnie, jakby szykując się do ataku. łagodnieli tylko jak wrzeszczałam na nich, prosto w twarz. wrzeszczałam więc jak zwierze, przełamując strach. było w tym coś wielkiego. nie dało się tych istot przegonić w żaden fizyczny sposób, bo okazało się, że są duchami. kolega blondyn siedział tylko na klatce i obserwował co robię.
później znalazłam się na przyjęciu, gdzie wszyscy poza mną mieli maski lub pomalowane twarze i przyszli w dziwnych kostiumach. gospodarzem był pewien mężczyzna przebrany jakby za wampira, takiego w czarnej pelerynie, na twarzy miał  białą farbę a na ustach czerwoną szminkę. chciał, żebym była jego gospodynią i cchiał ze mną zatańczyć, ale broniłam się, bo mnie obrzydzał. w końcu się zgodziłam, by zostać gospodynią i mieć prawo głosu. przypomniałam sobie wtedy, że ten sen już mi się snił i pamiętm co będzie się działo po kolei. chciałam o tym powiedzieć kobiecie siedzącej obok, ale nikt nie słyszał moich słów. tzn tego, ze miałam już ten sen, wszystkie inne słowa były słyszane. wstałam przy wielkim stole, gdzie jedliśmy i graliśmy w karty i krzyknęłam, żeby wszyscy zdjęli te cholerne maski, że jesteśmy ludzmi i nie mysimy tego przed sobą kryć. wywołałam spore zamieszanie, ale goście musieli mnie posłuchać. atmosfera się oczyściła, wszyscy poczuli się uwolnieni. kiedy rano wracali pociągiem do domów, patrzyłam za nimi przez okno w kuchni pijąc herbatę. na pociągu było napisane 'pociąg warszawa' i 'Reeme'.
  • awatar nocny: Być człowiekiem w pełnej chwale to wysoko postawiona poprzeczka, niektórzy zasłaniają się klapą, muszą się z tym kryć. Wyobrażam sobie sobie Twój bunt. Warto walczyć, choćby we śnie.
  • awatar Niniel: najciekawsze jest to, jakiego sny nabierją znaczenia po czasie. pozdrawiam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

niniel
 
śniło mi się, że ja, moja siostra i moja mama byłyśmy jednocześnie w ciąży. spotkałyśmy się akurat na jakieś święta czy coś i wszystkie miałyśmy taki sam termin mniej więcej urodzeni dzieci. ja urodziłam pierwsza. po samym porodzie straciłam przytomność, bo mama najprawdopodobniej naćpała mnie jakimiś lekami i poszłam do szkoły, nie wiem po co. jak wróciłam dziecka już nie było. moja mama oddała je komuś z ogłoszenia, bo stwierdziła, że po co mi dzieci, i tak sobie nie poradzę. strasznie płakałam, a ona uświadomiła mnie, że to nie było jedno dziecko, tylko dwie małe dziewczynki, bliźniaczki, kropla w kroplę do mnie podobne. nie wiedziała nawet komu je oddaje, nie zapytała o nazwisko i nie miałam szans ich odnaleźć. mama swoje dziecko zachowała a siostra nie urodziła zanim się obudziłam.
 

niniel
 
śniło mi się, że mieszkałam w jednorodzinnym domu i miałam w ogródku samochód z trupem. siedział on na miejscu pasażera z przodu przy otwartych drzwiach. nikomu oprócz mi nie przeszkadzał a ja się go bałam. miał otwarte oczy.
śniło mi się też, że jeździłam tramwajem po wrocławiu, ale ten tramwaj nie dość, że długo się spóźniał, to jechał z zawrotną prędkością i trudno z niego było wyjść lub do niego wejść, bo tak szybko trzaskał drzwiami i ruszał gwałtownie. w końcu zepsuł się i wjechał w dworzec gdzie jeździł po malutkich torach, dach pojazdu był zerwany i jeździliśmy (ja, moi rodzice i siostra) w tunelach  wielkości ok metr na pół metra. tak, że trzeba było mieć łokcie ciasno przy sobie. postanowiłam wtedy, że nie zamieszkam nigdy we wrocławiu, bo to miasto jakieś dziwne jest.
śniło mi się też, że mnie ścigali po całym mieście mordercy. chcieli mnie zabić nie wiem dlaczego.
później pod swoim domem słyszałam głosy i jak już udało mi się wyjść (bałam się trupa) to na ulicy zobaczyłam zgraję szalonych dzieciaków idących z krzykiem w stronę mojego domu i uciekłam ledwo ratując życie, zamknęłam wszystkie otwory w domu, wszystkie zupełnie, wyłączyłam radio i wszystkie dźwięki i bałam się.
później było też dziwnie. moi rodzice mieli nowe dziecko, chłopca urodzonego dzień wcześniej, dali mu na imię krzyś. nie podobało mi się to i chciałam ich namówić na ładniejsze, maciej, tomek albo chociaż paweł, ale nie krzyś! ale nie zgodzili się.
ostatni sen to moje zauroczenie z liceum. przyszedł zapytać jak u mnie, czekał godzinę aż się pozbieram i będzie mógł mnie odprowadzić na zakończenie szkoły (gimnazjum). jak już odprowadził to pocałował mnie i powiedział, że przyjdzie po zajęciach i chce mnie zabrać na piwo, nadrobić te 3 stracone ostatnio godziny, gdy się kłóciliśmy. na zakończeniu szkoły nie mogłam sobie poradzić z ilości rzeczy jakie miałam w rękach, ale w końcu poszłam na salę, gdzie w konkursie tańczyły 3 osobowe grupki dzieci z podstawówki, ale wielkości niemowląt i z pampersami na tyłkach. po całym szkolnym zamieszaniu poszliśmy ze znajomymi nad jezioro, które było dmuchanym basenikiem, ale jak się do niego weszło to normalnie można było pływać. a otoczenie jak nad jeziorem. las, plaża, łąka. byłam tam ja, mariusz, lisu, zdzicha i kamila. pamiętam, że świetnie się bawiłam.


spałam wczoraj cały dzień.
 

niniel
 
www.flickr.com/photos/49265155@N06/

Pani bardzo poleca. Bardzo ładne zdjęcia jej koleżanki.

Trochę się Pani pogubiła i nie wie co robić dalej. I naiwnie czeka, aż ją ktoś w końcu obudzi (do życia).
 

niniel
 
spojrzałam na zegarek. 20.44. często mój wzrok pada na tę właśnie godzinę. przypomina mi się letni wieczór, jeden z pierwszych w tym mieszkaniu, leżę na łóżku twarzą do okna w sukience, jaką dostałam od siostry. wróciłam z wieczornego, lipcowego spaceru. jest gorąco, ale czuję lekkie ochłodzenie wieczoru. czuję zapach tego powietrza. i napisałam pierwszy wiersz po czasie długiego milczenia i zwątpienia. jestem trochę wolna, trochę samotna, jednak dość pozytywnie nastawiona. zaczynam nowy etap.
od tamtego czasu nie zmieniło się prawie nic. jestem tylko bardziej rozsypana. z tygodnia na tydzień jestem rozsypana coraz bardziej.
  • awatar nobody: przyjdzie dobry czas to się pozbierasz w piękny obrazek jakim jesteś. cierpliwości :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

niniel
 
mój ojciec powiedział kiedyś, że z moim charakterem albo trafię na dno, albo osiągnę wszystko to, co będę chciała.
myślę, że czeka mnie i jedno i drugie.