mój dzisiejszy sen mnie powalił.
byłam z siostrą na zakupach w jakimś małym markecie. chciałam sobie zrobić sałatkę owocową, ale nie mogłam znaleźć brzoskwiń. jak już znalazłam to nie mogłam kupić, bo nikt nie wiedział ile kosztują. postanowiłam w końcu, że zrobię bez nich i chciałam iść do domu, ale anka nie chciała i tam została szukać jabłka.
pamiętm też, że rozmawiałam z marcinem z pracy z kuchni, żeby nie brali naszych towarów tylko swoje, a on powiedział, że mam go kryć i że musi to robić.
później wracając z dworca kolejowego poznałam jakiegoś chłopaka, bruneta, którego poprosiłam o odprowadzenie mnie do domu. póżniej znalazłam się w domu jakiegoś blondyna z loczkami i chciałąm wyjść, ale nie wiedziałam gdzie jestem, więc poprosiłam, żeby zaprowadził mnie do domu. na klatce schodowej, bo to było mieszkanie w bloku, czekałam na niego, a wokół mnie pojawiały się dziwne, upiorne istoty. było ich trzy. mężczyzna w płaszczu i kapeluszu, jeden mężczyzn w potarganych włosach, jedynie w brązowych materiałuwych spodniach i trzeci postać bardzo podobna właśnie do drugiej, ale ze związanymi do tyłu włosami. wszyscy patrzyli na mnie groźnie, jakby szykując się do ataku. łagodnieli tylko jak wrzeszczałam na nich, prosto w twarz. wrzeszczałam więc jak zwierze, przełamując strach. było w tym coś wielkiego. nie dało się tych istot przegonić w żaden fizyczny sposób, bo okazało się, że są duchami. kolega blondyn siedział tylko na klatce i obserwował co robię.
później znalazłam się na przyjęciu, gdzie wszyscy poza mną mieli maski lub pomalowane twarze i przyszli w dziwnych kostiumach. gospodarzem był pewien mężczyzna przebrany jakby za wampira, takiego w czarnej pelerynie, na twarzy miał białą farbę a na ustach czerwoną szminkę. chciał, żebym była jego gospodynią i cchiał ze mną zatańczyć, ale broniłam się, bo mnie obrzydzał. w końcu się zgodziłam, by zostać gospodynią i mieć prawo głosu. przypomniałam sobie wtedy, że ten sen już mi się snił i pamiętm co będzie się działo po kolei. chciałam o tym powiedzieć kobiecie siedzącej obok, ale nikt nie słyszał moich słów. tzn tego, ze miałam już ten sen, wszystkie inne słowa były słyszane. wstałam przy wielkim stole, gdzie jedliśmy i graliśmy w karty i krzyknęłam, żeby wszyscy zdjęli te cholerne maski, że jesteśmy ludzmi i nie mysimy tego przed sobą kryć. wywołałam spore zamieszanie, ale goście musieli mnie posłuchać. atmosfera się oczyściła, wszyscy poczuli się uwolnieni. kiedy rano wracali pociągiem do domów, patrzyłam za nimi przez okno w kuchni pijąc herbatę. na pociągu było napisane 'pociąg warszawa' i 'Reeme'.
-
nocny:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›