Wszystkie »

  • Wpisów:358
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 10:38
  • Licznik odwiedzin:29 575 / 3574 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
sporo minęło. niewiarygodne, ale zapomniałam, że mam pingera. zresztą pisać i tak nie miałam kiedy. w swoim życiorysie notuję zatem: 1) mam pracę - nic przyszłościowego jak sądzę, ale lubię tu być. 2) mam dobrego faceta, który mnie uszczęśliwia. 3) mam przyjaciół, których kocham. 4) kot ostatnio co dzień rano przychodzi do mnie pod kołdrę się poprzytulać i razem zdrzemnąć. czy w końcu zaczyna się układać?
 

 
drugi tydzień jestem bez pracy. wyszło jak wyszło, całe szczęście, że juz tam nie pracuję, ale nie mam nic innego. pilnie szukam zleceń wydawniczych, drobiazgów choćby, czegokolwiek. mam wielka nadzieję, że coś niedługo znajdę.

wczoraj powietrze pachniało jak zmokły pies. bardzo wyraźnie. deszcz padał niemal bez przerwy. dziś jest słońce, dużo słońca. kot leży na biurku i łapie promienie.

widziałam już we wrocławiu miejskie zwierzęta, ostatnio odkrywam też te tajnie-miejskie. widziałam dziką łasicę, jeże, czaplę i nawet węża.

dobrze mi. właściwa mi tęsknota do czegoś nieokreślonego ciągle jest, ale jak by się zastanowić, to chyba mi dobrze.
  • awatar Gość: z miejskich zwierząt widziałem we Wro tylko Lise Gerarrd ostatnio. Ale wąż bije królową.
  • awatar Unseen: lepiej coś zmienić w swoim życiu niż się z tym męczyć... trzymam kciuki, żebyś jak najszybciej znalazła pracę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
czuje ciągłe i wszechobecne poszukiwanie czystej radości bez strachu. poczyniam także to poszukiwanie, a jednak ze strachem.

nie chce stracić tego, co mnie spotkało.
 

 
zastanawiam się, czy wybranie jednego modelu życia może dać poczucie spełnienia. i czy ten, jaki wybieram, jest jednym, czy żadnym z nich. czy będę z niego zadowolona i czy moja boska bolesna mi wybaczy, chociaż mówi, że dumna. czy będzie mi łatwiej czy trudniej czy jej i czy w ogóle mi będzie kiedykolwiek jak jej. i czy dorosnę, czy przejdę za młodu z etapu dziecka w staruszkę. czy osiągne swoje cele, czy przestaną one być moje, czy wytrzymają fale obojętności. czy ja je wytrzymam.
 

 
z ciekawych rzeczy jakie ostatnio widziałam mogę wymienić ostatni dom, w jakim mieszkał Rafał Wojaczek. powiem więcej - 11 maja zamierzam uczcić jego pamięć. małe, a cieszy.
 

 
chciałoby się powiedzieć, że ostatnio nie nadążam za wydarzeniami, ale nadążam, tylko przychodzi co jakiś czas chwila paniki, że nie uda mi się wszystkiego ogarnąć. właściwie czego wszystkiego? nie wiem. gdzie wola dążenia i zdobywania? też nie wiem. no i właściwie do czego dążyć?

mimo wszechodczuwalnego nieogarnięcia muszę przyznać, że jest świetnie. właściwie to wszystko się układa, jakoś bo jakoś, ale jednak, no i nie mam za mocno na co narzekać, może tylko na to, że brak mi... właściwie czego? satysfakcji z otoczenia? pytam więc sama siebie, czy potrzebuję, aby otoczenie mnie satysfakcjonowało, i nie wiem co odpowiedzieć. chyba nie, chyba tak. mimo lat ciągle nie dorosłam do tego, żeby ze spokojem akceptować to, że ludzie mają inne podejście do mnie niż ja do nich i że mogą mieć oczekiwania odmienne od moich. i że to potrafi czasem zaboleć. tak prawdę mówiąc to chyba nie mam na co narzekać, tylko się trochę miotam w tym swoim wiecznym poszukiwaniu pozytywnych stron wszystkiego. no i mam czasem poczucie strachu, że się obudzę, i że to wszystko nierzeczywiste.

lubię ostatnie dni, nawet praca mnie nie stresuje tak jak wcześniej. lubię dni, kiedy pierwsze co mam w ustach to usta tego, kto śpi obok mnie. lubię te filmowe niemal obrazy, kiedy kątem oka widzę głowę opartą na moim ramieniu albo sama opieram głowę o ramię, kiedy obok leży książka, kiedy twarz i ręce wystawione mam na słońce przebijające się przez gałęzie oprószone białymi drobinkami kwiatów. kiedy czuję zapach magnolii, kiedy nie muszę sama targać roweru, kiedy kontakt wzrokowy nie kojarzy mi się już tylko z ciężkimi rozmowami. i kiedy chodzę na spacery, które mnie zaskakują. kiedy czuję się zaopiekowana.

często jednak w takich chwilach czuję podskórny lęk.
 

 


tak się czuję.
 

 
nawet kot dazy do wzbijania sie na wyzyny. a ja co? a mnie pociągają niziny, prostota i prawda.

i zawsze bedzie to zle rozumiane. albo nie rozumiane wcale.
  • awatar Gość: Kot wspina się kierowany instynktem. Ty zostajesz na dole wiedziona wyborem. Win win.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

po umieraniu została smuga jak
na szybie

wiem, kim jesteś
że już nie jesteś wcale
i że mogłoby cię już nie być

zmęczona nie mogę domyć okna
zakładam zasłony
 

 
przegladam stare fragmenty bloga i teksty i aż mi wstyd, jakie gówno kiedyś pisałam.

przepraszam.
 

 
śniło mi się dziś, że byłam ze szkołą w wielkim muzeum i były tam ogromne pluszowe, wełniane, malowane i każde inne wersje kubusia puchatka. były też fajnie pomalowane w jego wzory szafy i meble dziecięce. pełno tego było. na tej wycieczce piliśmy drinki z likierów, bo nam przewodniczka kupiła.

w tym śnie też mieszkałam z anką, chciałam iść z nią na zakupy do sklepu, niedaleko ktorego mieszkałyśmy za dzieciaka. nie chciała, więc w nocy nie wytrzymałam i wyszłam z domu w piżamie i kapciach, okryłam się kołdrą i poszłam, chociaż nie wiedziałam czego szukam, chciałam tam być bo miałam poczucie, że tam tylko znajdę jedzenie, którego szukam a którego nie ma w sklepach koło mnie, jak chleb czy mleko.poszłam spory kawał, ale znalazłam. wiedziałam, że wyglądam głupio, że może mnie ktoś zaraz zwinie do psychiatryka czy coś za to łażenie w piżamie i kołdrze po mieście, ale nie obchodziło mnie to. musiałam tam pójść, byłam głodna. w sklepie nie znalazłam nic, na co miałabym ochotę. byłam załamana, wyszłam na ulicę i nie wiedziałam co zrobić. stałam tak i czekałam, aż ktoś mnie zabierze, byłam zagubiona. podjechał samochód i anka zabrała mnie do domu, ale nie chciałam, poszłam więc do jakiejś kawiarnio/knajpy i tam spotkałam się z przyjacielem. nie mogłam wrócić do domu ani do starych okolic. nie było gdzie iść.
 

 

nogi nam się nie mieszczą pod stołem
a jednak znów mówisz
że to twoje siódme niebo

- to nie niebo
tylko antresola

i te cztery panny, co milcząc czekają aż ktoś im postawi piwo
trochę jakby z czyśćca -
zauważam bez złych intencji

mówisz, że to to samo
 

 


niema misja pulsuje na ulicy

siedząc nad rzeką
jesteśmy wodą patrzącą na ląd

coraz mniej rozumiem dlaczego to co ludzkie
wystarcza
 

 


te wszystkie słowa
oddechy
to są huragany
one nas porywają jak dzieci

rano idą dalej i niosą kogoś innego
nas porzucają
obok bezpańskich psów

salwy myśli mam krótkie i bolesne

boję się hałasu
 

 


kiedy jestem sama w domu
boje się duchów, których nie ocaliłam

ciągle mam przed oczami białą
krochmaloną pościel
i spocone, młode ciało

które za karę nie ocaliło mnie też
 

 


czasem chodzimy nad rzekę i trochę rozmawiamy

ty kolejny patrzysz na to, co ja
i ty kolejny nie widzisz tego samego

wybacz
ale przy tak czystym powietrzu
nie wypada się okłamywać
 

 


piąty marca
pierwszy spacer bez płaszcza
przestraszył mnie ospały trzmiel

czasem śni mi się, ze nie mogę chodzić
dziś tak było na prawdę

opór
introwertyzm przechodzi w autyzm
nie rozumiem dlaczego ludzie krzyczą

jednak zimno
 

 
RB

jest warto być
inteligentnym
czułym
i punktualnym

nawet, kiedy nie ma już
do czego wracać
 

 
mój sen taki właśnie miał tytuł. pierwszy raz w ogóle śnił mi się sen z tytułem. zostałam poproszona o napisanie recenzji/opracowania książki Marqueza pod tym samym tytułem dla jakiegoś czasopisma i czytając, przeżywałam ją. pojechałam z anką nad morze raz, w nocy i spędziłyśmy noc i poranek nad morzem na plaży, ciepło ubrane i w śpiworach. pojechałyśmy tam samochodem, dużym, starym, czerwonym w stylu transportera. kiedy chciałam jechać następnym razem, anka się ociągała, nasz samochód ktoś chciał kupić, jacyś obcy ludzie oglądali go w ogródku, nie wyglądali na godnych zaufania. weszłam do środka i zaczęłam ich wyganiać i chciałam jak najszybciej odjechać i zabrać samochód, żeby go nie ukradli. samochód w środku miał pokój/salon z aneksem kuchennym, niedużą łazienkę i sypialnię, w której w rogu stała pralka. pamiętam, że chciałam tam zamieszkać.

na dworze zaczęło się robić nerwowo i niebezpiecznie. po ulicach biegły i taranowały wszystko olbrzymie nosorożce i indyjsko przybrane, czerwone słonie. ludzie uciekali, niektórzy nie dali już rady. czuć było zagrożenie, w oddali widać było czołgi, na niebie samoloty. wyjazd nad morze nie miał już sensu, chciałam wyjechać dużo dalej, uciekać. niektóre samoloty z zainstalowanymi bombami pikowały w miasto powodując wybuchy. namawiałam rodzinę, żeby wyjechać jak najprędzej, nie pakować się, po prostu uciekać tak szybko jak się da. byli zdezorientowani, ale w końcu ruszyliśmy do wiednia albo wilna, nie pamiętam. przeżywałam to wszystko co chwila odrywając się i czytając o tym książkę. wszystko było pomieszane, nieokreślony czas i miejsce, jak w realizmie magicznym.

wiedziałam, że się obudzę ale czułam jakbym była świadkiem rozpoczęcia wojny, byłam przerażona i nie było dokąd uciekać.

ostatnio kilka razy śniła mi się juz wojna.
  • awatar Gość: Mnie również śni się wojna dość często. Za każdym razem kiedy tak jest wiem, że to "coś" nie może się wydostać ze mnie. Może się okłamujesz znowu wewnętrznie. Pancerz rośnie i uciska, stąd te nosorożce.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
bracia, siostry, obcy ludzie. nic z tego nie bedzie, nie bedzie nic z niczego. nawet sie nie znamy, ani wzajemnie ani sami siebie w większości. pukamy tylko w swoje okna.

królewna niebytu mówi wam prawdę. prawda jest taka, że jak czujesz tarapaty, to trzeba uciekać.
 

 
dwóch chłopaków z bloku stoi przy schodach z puszkami tyskiego. siema, mówię, bo z sąsiadami dobrze trzeba żyć. po sekundzie dzieli nas szyba klatki schodowej. dzieli nas w zasadzie wszystko, a ta szyba jest nawet spójnikiem, chociaż nie należy ani do mojego, ani do ich świata.

przy windzie za ręce trzyma się para. wciskają sobie dłonie w swoje dłonie, jednak w drugą, jakby się chcieli skleić w jedną rękę jak oka tłuszczu na rosole. tylko, że nic z tego, ten tłuszcz jest zimny i rozgrzewanie nic nie da, chociaż tego też czasem próbują.

w pokoju czeka kot, heeej, miauczy, nie pyta "co tam", tylko zaczyna opowiadać o swoim dniu. wiesz, siedziałem tak, chociaż bez sensu to siedzenie i spanie, paweł dał mi jeść, ale jadłem z nudów tylko. jak jesteś to weź, coś poróbmy. podsadź mnie do balkonu. kocham cię kocie, mówię, a on wie, że to znaczy, ze z zabawy nici, że nie chce mi się, w pracy byłam i nie mam siły. położę się i zniknę lepiej, bo nie wiem o czym mam myśleć. on się położy ze mną pewnie, nie zadowolony ale też nie specjalnie rozczarowany.

na samym początku zdarzył się jakiś koniec. koniec jutrzejszy, ale przeszły, już wydarzony. nie wiem jeszcze, co się zmieni, chociaż to coś miało już kiedyś miejsce. nikt mi nie wmówi, że przyszłość, przeszłość i teraźniejszość nie mogą wydarzać się w jednej chwili. tylko czasem trudno się połapać, co jest co.
 

 
w przetrwalniku miejskim zapisano
żeby zostawić w końcu niepotrzebny nikomu
feminizm

nigdy nie przynosi korzyści.
 

 
o taaak.. znow wszystko wraca do cudnej harmonii. chyba jest mi dobrze. cholernie dobrze! slucham muzyki. swojej muzyki. czuje sie szczesliwa. czuje ze sie spelniam bedac soba. nikt nie komentuje moich upodoban. nie biore tabsow od paru dni. lepiej mi wychodzi z zarciem. oby tak dalej. znow zaczynam zyc..
 

 
wiosna. wszystko od poczatku. dzis poczulam sie naprawde wolna. uwolniona. jest mi dobrze. zyje po swojemu, dla siebie, jestem soba i nareszcie czuje sie z tym dobrze. chyba zaczynam byc szczesliwa. spelnilo sie zyczenie z kartki, pamietam, podziekuje niebawem. szkoda ze czasem trzeba ranic, zeby pokazac jak jest. szkoda ze prawda boli. szkoda ze taki bol trzeba czuc.
ale nie zmienia to faktu ze czasem trzeba. twarde prawo, ale prawo, jak mawiaja. I'm a loser, baby. pamietaj. i znow cytujac "tak jest tak bylo i tak bedzie, mowia, ze tak zyja wszedzie". czyzby ziemia obiecana zaczela wychodzic z mgly? a moze to kolejne zwidy? co za roznica. wazne ze widze. nie wazne co to;) i wazne ze to co widze, daje mi sile. wazne ze ja moge dawac sile a nie tylko jej potrzebowac. wazne jest to, ze cokolwiek w koncu nabralo wartosci. ze nie nosi mnie wiatr, ze kiedy bedzie wichura, ktos mnie przytrzyma

podaruj mi cos czego nie zdobede sama a wtedy ja szepne ci - mozesz mnie dotknac.
moze pozwole ci bys ze ma budzil sie, moze powiem ci jakie lubie wino. moze pozwole ci zapalic swieczke gdy w pewna zimowa noc zgasnie swiatlo..


nawet wlosy mi urosly. magnolia puszcza paki. ziemia zaczyna zyc na nowo. wszystko mi mowi ze czas plynie, cokolwiek by sie dzialo. chyba w koncu nalezy sie dostosowac do praw natury.
 

 
cudwny weekend. czuje sie swietnie. impreza w katach - urodziny truskawa - pozniej spacer, podobnie jak przed, nastepnego dnia film w szczecinie, nowi znajomi, spotkanie tych dawniejszych, rozmowy kradnace poczucie czasu. mily wieczor, mily poranek. mile wszystko. czuje sie dobrze. czuje sie tak, jak czuc sie chcialam. jak kazdy chce sie czuc. ale boje sie jak zwykle tez. nie moge za duzo myslec. nie chce. jest dobrze.